Umarł król, niech żyje król!

 
    Zaczęło się dziwnie. Po przekroczeniu granicy dostałam smsa z informacją, że prezydent z żoną nie żyją. Okrutna, ale ucieszyłam się na myśl uniknięcia przymusowej żałoby. Nie lubię skłonności do zbiorowej paniki, którą lubi reszta naszego narodu.   

    Zabłądziliśmy przed Monachium. Zatrzymaliśmy auto na poboczu, by zorientować się w trasie, a ono nie z tego ni z owego zaczęło potwornie dymić. Musieliśmy uciekać, bo wcisnął się i zablokował pedał gazu, a nasz pojazd zaczął przypominać rakietę odlatującą w kosmos. Oczywiście, że zaplątałam się w pasy i wybiegłam ostatnia.
    Nasz kierowca przezornie ubezpieczył auto więc mogliśmy zadzwonić po pomoc, na którą czekaliśmy ok. 5 godzin na poboczu. Nierozgarnięty na pierwszy rzut oka mechanik zawyrokował kosztowną naprawę i odholował nasz wóz pod warsztat samochodowy, który mieli otworzyć dopiero po weekendzie (był piątek wieczór). Ubezpieczenie pokryło nam koszty noclegu. Darmowy weekend w Monachium? Dlaczego nie! Przekonani, że auto się tylko przegrzało, a mechanik chce nas naciągnąć, wesoło oddaliśmy się urokom miasta potomków Heino. Chłopcy pokochali największe w Europie muzeum techniki, a ja Andrzeja, kiedy mi wszystko cierpliwie tłumaczył. Na południu kwitną już drzewa owocowe i magnolie, więc cieszyłam się z przedwczesnej wiosny. Postanowiliśmy nie rezygnować z dalszej podróży i w poniedziałek dojechać do Werony.

    Los nam jednak nie sprzyjał. W aucie trzeba było wymienić kosztowną turbosprężarkę, której nie daliśmy rady znaleźć w Monachium. Strawieni przez stres i obawę, że nigdy nie wydostaniemy się z przeklętej Bawarii, zamówiliśmy niezbędną część z Polski. Wydałam kompletnie bez sensu sporo pieniędzy, nie miałam czasu na pracę, a marzenia o dryfowaniu gondolą i mrużeniu oczu do słońca zastąpiłam bawarskim piwem, jodłowaniem w tunelu i śniegiem o poranku. Pod blokiem, już w Polsce, przywitał nas patrol policji, która skwapliwie sprawdziła, czy nie jesteśmy przybyszami z innej planety, a nas skutecznie sprowadziła do właściwego wymiaru.

    Alles Gut, jak mówi Horacy- München ist klasse! Chłopcy zobaczyli transformator Tesli, a ja zdobyłam +1 pkt do umiejętności, które powinnam posiadać z racji tytułu inżyniera. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • RSS